Mapa serwisu Napisz



Po godzinach

Polacy są romantykami

Aleksandra Horowska ( I F) brała udział w pogrzebie pary prezydenckiej w Krakowie. O tym, dlaczego zdecydowała się tam pojechać i co dzięki temu zrozumiała opowiada w rozmowie z Agnieszka Wesołowską (I F).

Agnieszka Wesołowska: Obecność na pogrzebie uważałaś za obywatelski obowiązek? Dlaczego właściwie tam pojechałaś?

OH: - Pogrzeb prezydenta uważam za obywatelski obowiązek każdego Polaka, więc nie miałam żadnych wątpliwości, że należy pojechać do Krakowa. I właściwie głównie ze względu na ów wewnętrzny obowiązek tam pojechałam.

AW: - Kiedy podjęłaś decyzję o wyjeździe? W dniu tragedii, kiedy już wiedziałaś, że ci ludzie nie żyją, czy później może nawet pod wpływem żałoby narodowej?

OH: - Jak tylko dowiedziałam się gdzie odbędzie się pogrzeb postanowiłam pojechać. Wcześniej w sumie nawet o tym nie myślałam.

AW: - Miejsce pogrzebu miało dla Ciebie jakieś znaczenie?

OH: - Osobiście uważam, że mimo wszystko śp. prezydent Kaczyński nie zasługuje na pochówek na Wawelu, jednak z racji pełnionej funkcji zasługuje oczywiście na narodowy pogrzeb z całym ceremoniałem, ale w Warszawie - tam, gdzie są pochowani inni prezydenci. Wawel jest dla naprawdę wybitnych bohaterów narodowych, którzy zasłużyli się o wiele większymi czynami niż Lech Kaczyński.

AW: - Zauważyłaś jakieś różnice w podejściu do tragedii między ludźmi obecnymi na pogrzebie, a Wrocławianami bądź mieszkańcami twojego rodzimego miasta?

OH: - Zachowania były naprawdę bardzo podobne, jednak na pogrzebie zauważyłam już pewne niepokojące objawy, pewien fanatyzm. Zwłaszcza u ludzi bliskich PiS-owi i Solidarnościowców.

AW: - No właśnie. Ostatnimi czasy media publiczne pokazywały nam "solidarną" Polskę, skłaniającą się ku fanatyzmowi, także ku PiS-owi, ku braciom Kaczyńskim. Czy ludzie pokazywani choćby przez Jana Pospieszalskiego i Ewę Stankiewicz byli w Krakowie, jak sami twierdzą, w większości czy wręcz odwrotnie?

OH: - Szczerze powiedziawszy na pogrzebie nie można było dokładnie ocenić, kto jest w większości, a kto w mniejszości. Zadziałała tak zwana psychologia tłumu. To znaczy jeden, najczęściej Solidarnościowiec albo "Pisowiec" krzyczał "Nasz prezydent!" albo zaczynał klaskać kiedy na telebimie pojawiał się Jarosław Kaczyński a reszta szła za jego przykładem i wtedy wytwarzał się taki ogólny "manifest". Owo kultywowanie osoby prezydenta Kaczyńskiego, niestety, łączyło się z bojkotem TVN24, który polegał na tym, iż ludzie krzyczeli "TVP!", gdy na telebimie pojawiała się relacja TVN24. Wiadomym jest, iż TVN rzeczywiście umniejszał wizerunkowi prezydenta Kaczyńskiego, aczkolwiek bojkot stacji w dniu pogrzebu to uchybienie czci zmarłego. Jednak nie wszyscy ludzie manifestowali. Chyba nie można mówić o większości i mniejszości, gdy ludzie głucho powtarzają hasła, rzucane przez kilku fanatyków.

AW: - A czy będąc wśród tego tłumu docierały do Ciebie lub do ludzi dookoła Ciebie informacje o kolejnych delegacjach, które odwoływały swój przylot? Jeśli tak to czy miało to jakiś oddźwięk w tłumie?

OH: - O odwoływanych delegacjach wiedziałam już wcześniej z radia, jadąc do Krakowa. Poza tym na telebimie pojawiały się takie informacje. Na ludziach mimo wszystko nie zrobiło to wrażenia. Mnie jednak było trochę nie w smak, że na pogrzebie nie będzie tak wiele delegacji państwowych, natomiast zrozumiałe jest, że wobec tego zagrożenia nikt nie będzie ryzykował. To także są najważniejsze osoby tych państw, dlatego nie ma, co rozpaczać, że nie było ich na pogrzebie.

AW: - Uważasz, że Polacy sprostali organizacyjnie całej tragedii, żałobie i pogrzebom?

OH: - Tak. Ta organizacja była nie tyle dobra, co świetna. Wszędzie byli harcerze, policjanci, medycy, ratownicy. Organizacyjnie naprawdę nie mogę mieć nic do zarzucenia. Uważam, że Kraków świetnie spełnił swoją rolę.

AW: - Miałaś myśli, że ta tragedia może coś zmienić w Polakach?

OH: - Chciałabym, żeby tak się stało, aczkolwiek w tej kwestii jestem sceptykiem. Może zmieni się coś chwilowo, ale na dłuższą metę - nie. Istnieje tylko nadzieja na zmianę naszych stosunków z Rosją, ale tak, jak mówię - ta tragedia to przede wszystkim czas rządów namiętności. Afekty zaś nigdy nie są trwałe, ich owoce także. Dlatego wątpię, aby ta tragedia miała coś zmienić w Polsce i Polakach.

AW: - A w Tobie?

OH: - Utwierdziła mnie w pewnych przekonaniach. Zawsze uważałam, że Polska jest narodem romantycznym, ale jednocześnie, że my, Polacy, szybko wracamy do własnych, niechlubnych zachowań. Dlatego przewiduję, iż polskie piekiełko powróci. Wybory prezydenckie niebawem.

Po godzinach w roku szkolnym 2009/2010
Po godzinach w roku szkolnym 2008/2009


    Strona główna  |   O szkole   |   Kronika   |   Rekrutacja   |   Rankingi   |   Stypendia   |   Egzaminy   |   Po godzinach   |  
    Wspieranie uzdolnień  |   DSnRU  |   Konkursy  |   Zajęcia pozalekcyjne  |   Sport  |   Przetargi, wynajem  |